Niesamowitości z terapeutycznej codzienności: Mati – wąż
Niniejszym rozpoczynam cykl o całkowicie odmiennej wymowie – to krótkie anegdotki z rzeczywistości terapeutycznej, perełki, które sprawiają, że nie ma piękniejszego zawodu na świecie. Dzięki tej pracy miałam zaszczyt poznać wyjątkowych ludzi, którzy pod wieloma względami przewyższają „normalsów”. Można się zastanowić nad nową definicją niepełnosprawności
Mati – wąż
Matiego poznałam, kiedy miał 13 lat i był mojego wzrostu. Nie mówił, za to stres wyrażał piskiem i autoagresją, szczególnie uciskaniem brody – pozostałość po dawnej terapii. Według orzeczeń miał diagnozę autyzmu z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu umiarkowanym – zgadzam się co do autyzmu, co do niepełnosprawności intelektualnej Matiego – nigdy.
Było to w dniu, kiedy w prywatnym życiu skrajnie zirytował mnie sąsiad; po kilku godzinach zdenerwowanie nieznacznie minęło, przybrałam maskę kulturalnego terapeuty i ruszyłam na spotkanie podopiecznego.
Nie dla moich podopiecznych maski! Mati od wejścia patrzył ponad moją głowę, a kiedy się zbliżyłam, położył mi rękę na ciemieniu, czego zwyczajnie nie robił. Poprosiłam o wyjaśnienie (bo było to już w okresie, kiedy mogliśmy rozmawiać na każdy temat) – mówi, że gorące. Pytam dalej, co to jego zdaniem oznacza – „Że się zdenerwowałaś”…
Komentarze
Prześlij komentarz